Minął rok…

Tekst pochodzi z http://prawdziwa-namibia.braclowiecka.pl/

Minął już prawie rok odkąd wylądowaliśmy w Polsce. Długi intensywny sezon łowiecki, rok pełen zmian w życiu zawodowym i prywatnym. W skrócie chyba obydwoje robiliśmy wszystko by zapełnić pustkę, która powstała po wyjeździe z Namibii. Można powiedzieć, że wyjazd z czarnego kontynentu to dla nas jak „rozstanie pary kuropatw”. W tym roku udał się sezon na rogacze. Przeżyliśmy wiele pięknych wyjść rozkoszując się soczystą Europejską zielenią i szczekiem rogaczy. Rykowisko nie trzeba tłumaczyć – wyjątkowo udane. Chyba nikt nie może narzekać na grzybiarzy (bo nie było grzybów) ani na pogodę, bo wszystko było idealne i byki dały ognia.

Jednak ile razy przekładałem sztucer przez ramię i dopijałem poranną kawę myślami byłem gdzie indziej. Na polowaniu starałem się podchodzić zwierzynę jak blisko się da by poczuć adrenalinę jak w Afryce. Wejść w lesie w watahę dzików i położyć się na ziemi, zwabić rogacza na kilka kroków czy podejść ryczącego byka. Wtedy przez chwilę czułem się jak na sawannie pośród dzikich stad antylop. Tą tęsknotę na dłuższą metę można porównać do tęsknoty za domem, bo jak ktoś spędził trochę czasu na czarnym lądzie to traktuje to miejsce jak dom. Dom, w którym trudno żyć, ale, za którym tęsknota zżera od środka. Co prawda stary Land Rover dzielnie przypomina wycieczki w nieznane i ciągle utrzymuje ducha niekończącej się przygody. Jednak bez piachu na twarzy, lodówki wypełnionej mięsem z oryksa i butelkami słabego namibijskiego piwka to już nie to samo. I właściwie to trochę pesymistyczne, ale ostatni rok dla mnie i Pauliny to szukanie namiastki dzikiego i prawdziwie szczerego życia, jakie mieliśmy w Kambaku. Niech nikt nie pomyśli, że nasze okoliczności przyrody są według nas gorsze – nic podobnego. Właściwie Ci, co byli wiedzą, że całe RPA i spora część Namibii poprzegradzana jest płotami na 3 metry. Można się zapytać gdzie ta dzikość? Gdzie ta swoboda? Ano każdy dzień w Namibii jest bardziej szczery niż miesiąc przybywania wśród „ludzi bez twarzy”. Co do ogrodzeń, mi osobiście dużo bardziej doskwierają niewidoczne bariery jakie sztucznie tworzymy między sobą w Europie niż afrykańskie płoty. To paradoksalne, ale opuszczając namibijskie ogrodzenia człowiek zdaje sobie sprawę, że wcale nie czuł się w środku jak w klatce, czego niestety nie mogę powiedzieć o codzienności w naszej nowoczesnej rzeczywistości.

Żeby przetrwać chwile rozłąki praktycznie, co tydzień mamy regularne połączenie internetowe z Namibią. Wiemy, że w Kambaku był słaby okres deszczowy. Właściwie we wszystkich krajach Afryki Południowej sytuacja jest nie wesoła, farmerzy likwidują całe stada bydła a dzikie zwierzęta głodują. Wszyscy mają nadzieje, że z przyszłoroczną zmianą zjawiska El nino przyjdzie duży deszcz i wszystko wróci do normy. W obwodach myśliwskich w Namibii trwa silna redukcja antylop, zwłaszcza gatunków wrażliwych na niedostatek świeżej trawy jak Eland, Gnu czy Hearteebest. W Kambaku bardzo dobrze funkcjonuje założona przez nas nowa infrastruktura drogowa i turystyczna. Myśl zagospodarowania obwodów łowieckich jest kontynuowana. Ostatni sezon zakończył się pomyślnie nawet pojawiło się młode pokolenie żyraf. Co prawda wyzwaniem są Elandy, Paulus policzył w jednym stadzie ponad 120 młodych z ostatniego roku. To dużo za dużo na tak skąpy deszcz jaki w tym roku nawiedził region między Otawi a Otjiwarongo.

Okazuje się, że nasze losy będą cały czas związane z farmą Kambaku. W październiku wracam do Afrykańskiego domu, już trochę w innym charakterze jednak na pewno wyjazd ten przyniesie kilka ciekawych wpisów. W końcu trzeba zapanować na tą populacją Elandów….

Zapisz się na Newsletter Argali
Zapisz się na Newsletter ArgaliJoin our mailing list to receive the latest news and updates from our team.

You have Successfully Subscribed!