Niebezpieczny gigant

Tekst pochodzi z http://prawdziwa-namibia.braclowiecka.pl/

To nieprawda, co czasem się słyszy z ust pseudoekologów, że słoni jest coraz miej, że polowania doprowadziły do załamania gatunku. Podczas całej naszej wyprawy słoń był najpospolitszym i najniebezpieczniejszym zwierzęciem, z jakim mieliśmy do czynienia.

Może zacznę od charakterystyki tego olbrzyma. Średnio słonie osiągają wagę od 2 do 6 ton (rekordzista z Angoli ważył 10 ton i miał wysokość 4 m) . Dziennie piją około 120 litrów wody i spożywają 150 kg pokarmu roślinnego, czego wykorzystują jedynie 40%. Jak łatwo przekalkulować jeden słoń produkuje dziennie 100 kg odchodów. Stąd też nie dziwota, że obszary, w których słoni jest bardzo dużo wyglądają jak po katastrofie ekologicznej. Drzewa przypominają objedzone powyłamywane kikuty, nie ma żadnych traw, wszędzie na ziemi leżą tony odchodów. Słonie nie przebierają w środkach podczas żerowania, zniszczą wszystko, co stanie im na przeszkodzie do pożywienia czy wodopoju. Orfanty żyją w bardzo złożonych systemach socjalnych. Śmiało można powiedzieć, że przywiązują się do siebie. Przykładowo, kiedy młody słoń przychodzi na świat otoczony zostaje dokładną opieką przez wszystkie samice w stadzie, do tego stopnia, że obserwując stado nie jest się w stanie powiedzieć, które młode jest, której samicy. Gdy słoń umiera, czy to ze starości, czy choroby reszta stada otacza go opieką odpędzając drapieżniki czy przynosząc jedzenie. Całe stado trwa przy umierającym do końca jego dni….i dłużej – często długo po śmierci reszta słoni ze stada roznosi kości zmarłego towarzysza po buszu. To jest niesamowite zjawisko spotykane zwłaszcza w dużych stadach, w których są stare słonie (powyżej 30 lat). Jednakże te olbrzymie, niesłychanie inteligentne zwierzęta potrafią być też niebezpieczne.

Wjeżdżając w głąb Caprivi na każdej drodze spotkamy znaki ostrzegawcze – Uwaga słonie! Zwłaszcza namibijskie słonie z regionu północy słyną z bezwzględności. Wiąże się to z dwoma czynnikami. Jeden to historia kraju, ponieważ w latach 80 podczas początków walk o wolność Namibii w dolinie Kwando i Kawango stacjonowały wojska. Żołnierze często penetrowali busz w poszukiwaniu pożywienia, czasem dla zabawy a czasem specjalnie irytując słonie pojazdami opancerzonymi i helikopterami. Słonie mają doskonałą pamięć i pomimo, że wojna dawno się skończyła to niechęć olbrzymów do mechanicznych pojazdów pozostała. Drugi czynnik to głupota turystów. Zdarza się spotykać doświadczonych turystów zwłaszcza z Południowej Afryki, którzy upodobali sobie specyficzny sposób na poszukiwanie adrenaliny. W bardzo trudnych warunkach terenowych wyposażeni w wypasiony samochód terenowy podjeżdżają bardzo blisko stad i specjalnie denerwują słonie do momentu aż nie zaczną szarżować. No i wtedy zaczynają uciekać – a słoń nie dość, że potrafi być bardzo szybki to również, kiedy jest rozwścieczony nie odpuszcza puki widzi cel. Te głupie zabawy kończą się dwojako – albo idiotom udaje się uciec, i wtedy po jakimś czasie wracają z kolegami, albo niestety tragedia…. Słoń jednym nadepnięciem jest w stanie zniszczyć terenowy samochód i zabić pasażerów. Rozwścieczony orfant nie przebiera w środkach, kończy zabawę z samochodem w momencie, kiedy już nie da się go bardziej zgnieść. Po drodze do Kongoli spotkaliśmy z Pauliną samochody, które nie podpasowały słoniom – wtedy przeszły nas ciarki, wrażenie było tak silne, że żadne z nas nie pomyślało by zrobić zdjęcie. Przez właśnie takich turystów raz musieliśmy również uciekać przed słoniami. Na szczęście Landrover nie zawiódł. Było to zaraz jak wjechaliśmy do legendarnego trójkąta doliny Kwando.

Pierwsze słonie, jakie zauważyliśmy były strasznie zdenerwowane, chwilę później dwa samochody przejechały przez liczne stado i zaczęły uciekać. Z za górki ujrzałem wielką samicę rzucającą się w pościg za jednym z samochodów. My byliśmy w komfortowej sytuacji, bo już wcześniej trochę zlękliśmy się jazgotu zdenerwowanego stada i przed całą akcją odwróciłem samochód na wszelki wypadek. Jak zrobiło się niebezpiecznie pozostało tylko zapiąć blokady i uciekać.  Prawidłowo, kiedy najedzie się z nienacka stado słoni należy zachować kompletny spokój. Trudno to inaczej określić niż – słonie potrafią odczytać intencje turystów. Jeżeli zgasi się samochód i nikt nie krzyczy, nie panikuje, nie trzaska drzwiami słonie albo zignorują taki pojazd albo z ciekawości podejdą bliżej, sprawdzą teren i pójdą w swoją stronę. W tych dzikich terenach czasem nie ma wyjścia – trzeba zaufać Bogu. Gdy piach po kolana, wszędzie nie przejezdny busz i akurat z za zakrętu wjedzie się na słonia to trzeba po prostu zgasić silnik i mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Jednego dnia obserwowaliśmy wieczorem grupę około 70 słoni niedaleko naszego campingu.

Po bardzo obfitej kolacji upieczonej na ognisku udaliśmy się z Pauliną do naszego Landrovera na spoczynek. Rano chcieliśmy wstać jeszcze po ciemku żeby na wschód słońca dojechać do malowniczego wodopoju niedaleko granicy z Botswaną. Niestety nam się nie udało. Gdy kładliśmy się spać słyszeliśmy, że słonie podeszły naprawdę bardzo blisko wjazdu na Camping. Kiedy z rana wyszedłem zagotować wodę na kawę przeszył mnie jednocześnie strach i śmiech. Pół metra od naszego samochodu, który stał niedaleko rzeki było pełno śladów słonia. Orfant zżarł gałęzie z nad samochodu zostawiając nam część z nich na masce. Później ostrożnie obszedł samochód, napił się wody z rzeki i odszedł. My nawet nic nie usłyszeliśmy, bardzo smacznie nam się spało. Aż strach pomyśleć, co by się stało gdyby któreś z nas się obudziło i zapaliło latarkę – przestraszony słoń mógłby się zachować „różnie”. Okazało się, że całe stado słoni przeszło w nocy przez camping i rano pełno było powywracanych drzew i połamanych gałęzi. Nikt nie panikował, nikomu nic się nie stało.

Pozostaje jeszcze kwestia liczebności. Po kilku dniach w Caprivi widok stada słoni przestał napawać zachwytem, raczej zaczął doskwierać, bo zawsze, gdy spotkaliśmy słonie trzeba było przemyśleć drogę ucieczki na wszelki wypadek. Zjedzone tysiące hektarów afrykańskiego lasu towarzyszyły nam non stop niezależnie, w którą stronę pojechaliśmy. Dodatkowo, co kawałek widzieliśmy osadę czy wieś gdzie słonie „włamały się” w poszukiwaniu świeżych liści czy wody.

Słonie są piękne, inteligentne i imponujące. Jednak jak z każdym zwierzęciem – gdy jest go za dużo staje się problematyczne. Z drugiej strony, to była nasza pierwsza wycieczka w tak głęboką dzicz. Wszystkie mądre rady doświadczonych znajomych wzięliśmy sobie do serca i zwiedzaliśmy dzicz z głową – nic nam się nie stało a bez słoni byłoby bardzo nudno.

Kuba i Paulina

Zapisz się na Newsletter Argali
Zapisz się na Newsletter ArgaliJoin our mailing list to receive the latest news and updates from our team.

You have Successfully Subscribed!